Winter time.

No dobra, jest grudzień. 
Miesiąc oficjalnie powitał nas śniegiem, więc nie byłyśmy mu dłużne i potraktowałyśmy go porcją lukru spod znaku Wham! (jeśli ktoś jeszcze nie słyszał tej zimy - "Last Christmas" czeka na dole posta). Niesione świątecznym nastrojem i zapachem wanilii robimy sobie urodowe seanse wieczorowe. I pytamy, jak to jest, że niby człowiek mówi sobie, że komercja, że amerykanizacja, że triumf plastikowej chińszczyzny i nie da się w to wciągnąć, a potem jak przychodzi grudzień, lampki na słupach, dźwięk dzwoneczków i zapach pomarańczy to aż się chce za tymi chińskimi ozdobami biegać, oglądać "Kevina" i słuchać Mariah Carey?



Jakiś czas temu dostałyśmy sporą paczkę kosmetyków od Unilever. W niej dwie nowe serie od Dove (do skóry wrażliwej oraz specjalna, zimowa) oraz zestaw żeli pod prysznic Radox. Cóż, wychodzi na to, że producenci kosmetyków do higieny ciała wysyłają nam międzygalaktyczny mesydż: myjcie się! ;) Ale ale, nie ma co żartować - wyzwanie było całkiem na poważnie. Trzeba było sprawdzić, czy kosmetyki dla wrażliwców są faktycznie delikatne i nawilżające, czy seria zimowa ma cokolwiek wspólnego z intensywnym odżywieniem, no i ostatecznie - czy Radox naprawdę oferuje zmysłową przyjemność pod prysznicem (ach jak to brzmi!), czy to tylko slogan marketingowców. Niestrudzone testerki zabrały się więc do szorowania, wcierania i wklepywania, a post factum przedstawiają co następuje...

1. Dove Sensitive Care (żel pod prysznic, kostka myjąca, balsam do ciała). Testuje Lena.
Oto coś dla tych, którzy lubują się w naturalnych zapachach i delikatnych składnikach. Zestaw do skóry wrażliwej to świetne rozwiązanie dla wszystkich narzekających na perfumowane kosmetyki. Bo przyznać trzeba, że dzisiaj nie sposób znaleźć produktów (prócz tych aptecznych bądź ekologicznych), które nie pachną intensywnie, a czasem i mdło. W tym zestawie Dove wszystko gra, tak jak powinno. Żel do ciała jest gęsty i świetnie sprawdza się pod prysznicem, ba! Nawet nadaje się w chwilach kryzysu jako produkt do golenia. Jeśli zaś chodzi o mydełko..to długa historia. Bo kostek Dove od wielu lat używa moja mama i są niemal niezbędnikiem w i w mej łazience. Mydełko świetnie radzi sobie z każdym zabrudzeniem, nawet tuszem do rzęs i podkładem. Za co szczególnie je lubię. Jest tez niezwykle ekonomiczne. Najsłabszym punktem całego zestawu jest balsam do ciała. Owszem, skóra po nim jest gładka i przyjemna w dotyku, może nawet całkiem nieźle nawilżona, ale nie robi furory. Balsam znów w mej kosmetyce znalazł inną funkcję - otóż dobrze sprawdza się jako mleczko do demakijażu. Jest delikatny, nie podrażnia i świetnie zmywa. Cała trójkę z czystym sumieniem polecam jako zimowy rarytas do ciała.    

2. Dove Winter Care (żel pod prysznic, balsam do ciała). Testuje Lona.
Bardzo lubię limitowanki. Ta ich wyjątkowość, polegająca na niemożności kupna przez cały rok sprawia, że zawsze jestem ciakawa zapachów, opakowań, działania. Tak było i tym razem. Zimowa seria Dove pięknie pachnie (słodko i trochę ciężko, nieco piżmowo), ma opakowanie zadrukowane w urocze gwiazdki i otutającą wełnę. Takie ma też być działanie - otulające skórę ochronną warstwą, odżywcze, pozwalające jej zmierzyć się z zimnem, wiatrem, opadami. Żel pod prysznic faktycznie świetnie sobie radzi z tym zadaniem, pozostawia delikatny ochronny film i komfortowe poczucie czystej, delikatnej w dotyku skóry. Balsam do ciała, choć faktycznie odżywczy i intensywnie działający, nieco ostudził moje zapędy, kiedy okazało się, że jednak trochę się lepi. Nie jest to może jakaś wielka wada ale z tej dwójki bardziej polecam jednak żel.

3. Radox, trio żeli pod prysznic: wygładzający, relaksujący, "eastern spirit". Testuje Lona.
Trudno w przypadku Radoxów mówić o jakimś spektakularnym działaniu nawilżającym, bo nie do końca takie jest ich zadanie (jednak ostrzegam - kto ma suchą skórę, niechaj biegnie do drogerii po Dove, a Radox zostawi na półce). Żele mają uprzyjemniać kąpiel niepowtarzalnymi kompozycjami zapachowymi i działać bardziej aromaterapeutycznie, niż odżywczo. Z prezentowanej trójki najbardziej polubiłam wariant relaksujący (mam słabość do lawendy), podobał mi się też limitowany żel "Eastern spirit" (miks kwiatów i aromatów przypraw, bardzo oryginalny), natomiast koktail wanilii i imbiru uznałam za dość przyjemny. Żele dobrze spełniają swoje zadanie: delikatnie oczyszczają skórę, dobrze się pienią. Są jednak dużo mniej wydaje niż Dove.




15 komentarzy:

  1. nie przepadam za kosmetykami dove, ale moja Mama bardzo lubi ich mydełka

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam DOVE tak pięknie pachnące mydełka mają tylko oni no może prawie tylko oni hehehe

    OdpowiedzUsuń
  3. http://testujto.blogspot.com/2012/12/konkurs.html zapraszam na konkurs do mnie

    OdpowiedzUsuń
  4. uwielbiam żele pod prysznic Dove, zawsze mam po nich miękką skórę i tak pięknie pachną, ahh! ;) idę wsiąść kąpiel ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam żele pod prysznic z Dove,jestem ciekawa tej nowej serii dla wrażliwców:)

    OdpowiedzUsuń
  6. uwielbiam chyba wszystkie żele i balsamy Dove, są genialne i mają nieziemski zapach!:) A.

    OdpowiedzUsuń
  7. a ja właśnie nie przepadam za zapachem DOVE:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie bardzo. Dużo lepsza jest seria Fresh.
      Ten zimowy wygląda bardzo ładnie :)

      Usuń
  8. o tak! dla mnie dove jest zawsze dobry i łaskawy;p
    ✼ ✼ ✼ ✼ ✼
    pozdrawiam ciepło;*
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  9. Achhh ten Dove! Pielęgnacja na zimę nieziemsko pachnie ;)

    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja również mam mieszane uczucia co do Dove ;) ale zawsze można spróbować coś nowego. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. kosmetyki dove dobrze nawilżają skórę :)
    czyli idealne na zimę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. fanem dove jest mój mąż:) ja nie lubię zapachu klasycznego niebieskiego dove, ale cała reszta jak najbardziej:)

    OdpowiedzUsuń