Mistrzowie przedwiośnia


Znacie to uczucie, kiedy nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki kosmetyk jest w stanie odesłać w niebyt problem z cerą/włosami, o którym zawsze myślałyście w kategoriach tych nierozwiązywalnych? Nie? Ha! Też myślałam, że przy obecnym rozwoju przemysłu kosmetycznego 'objawienia' są w zasadzie niemożliwe. Natomiast kosmetyki, które chcę dzisiaj zaprezentować to prawdziwi mistrzowie w swoim fachu, przeczący prawom fizyki i prawom dziejowym ;) Część z nich jest także dowodem na to, że czasem za jakość warto zapłacić więcej. Oto moje top 5:



1. Make Up For Ever, high definition powder
Dowód na to, że warto podążać za instynktem. Odnaleziony przypadkowo podczas wyprawy do Sephory po kolejne opakowanie sypkiego Cinique (swoją drogą też mistrza pojemności i wydajności - 30 gramów i 6 miesięcy stosowania za 130 zł) i już nie wypuszczony z łapek. Drogi (160 zł) przy mikrej pojemności (tylko 8,5 grama), a jednak mistrz! W życiu nie widziałam drobniej zmielonego pyłku. Puder jest biały, ale nie rozjaśnia twarzy. To prawdziwy rekordzista trwałości (z tego, co pamiętam, podkład HD też pod tym względem jest rewelacyjny), niesamowicie przyjemny w stosowaniu. Moja przetłuszczająca cera zapomina o jakichkolwiek poprawkach przez 10-12 godzin. Odkąd go mam (miesiąc) używam tylko rano, dla utrwalenia makijażu. I w zasadzie zapominam, że mam problemy z cerą. Absolutna rewelacja!
A jeśli boicie się ceny podpowiadam - w Sephorach w tej chwili trwa promocja -20% ceny na kosmetyki, więc puder można kupić taniej. Warto!




2. Peggy Sage, Sublicils mascara, noir
9 gramów smoliście czarnego magika. Jedyny tusz, przed którym pokłonić się musiał Benefit Trey're real. Jest ponad dwukrotnie tańszy (niecałe 50 zł w Merlinie, o TU), większy (9 ml) i choć równie trwały, łatwiejszy w zmywaniu. Mam go już od dwóch miesięcy i w ogóle nie zmienia konsystencji (jest lekko kremowy, ale nie gęsty), świetnie wydłuża, pięknie zagęszcza i wystarczy jedna warstwa, by ładnie podkreślić oko. Łatwo i szybko się nakłada, więc jest idealny do porannego makijażu. Polubiliśmy się bardzo i... już go nie oddam :)



3. Clarins, Lisse Minute Autobronzant
A myślałam, że w kwestii baz pod makijaż nie da się wymyślić już nic nowego. Tymczasem w laboratorium Clarins (które szczerze podziwiam za filozofię marki - bliską naturze, bez testów na zwierzętach, przy zachowaniu jakości i luksusowych opakowań i formuł) wpadli na pomysł, by jeden kosmetyk skórę wygładzał, matowił i lekko przyciemniał. Dzięki tej bazie cera wygląda promiennie i zdrowo. Na razie, póki nie ma zbyt dużo słońca, używam jej 2-3 razy w tygodniu, natomiast latem z pewnością zastąpi mi podkład. Co tam BB, co tam matujące podkłady. Czuję, że combo Lisse Minute + puder MUFE będą moim ulubionym duetem letniego makijażu matującego. Wobec tej wielozadaniowości bazy, delikatnej konsystencji, fajnego zapachu i naprawdę imponującej wydajności (porcja na twarz ma wielkość ziarnka słonecznika) cena ok. 120 zł za 30 ml nie odstrasza.




4. Douglas Hair, Ultimate Shine, odżywka w spray'u
Dwufazowy pachnący mango poranny poprawiacz nastroju, a przy okazji kondycji włosów. Pierwszy od dawna kosmetyk w spray'u, który bije na głowę Renee Furterer Okara dla blondynek (i zapachem, i działaniem) pozwalając szybko zrestartować włosy o poranku bez żadnego obciążania. Dzięki niemu włosy błyskawicznie się rozczesują, ładnie pachną przez większość dnia i zachowują tak lubianą przeze mnie sypkość. Dwufazowa, odżywcza formuła oczywiście jest dużo lżejsza, niż maska czy odżywka do spłukiwania, jednak ta konsystencja dla moich przetłuszczających się u nasady włosów jest gwarancją dłuższej ich świeżości. Odżywka ma też delikatne właściwości nabłyszczające.




5 czyli deser: La Perla, In Rosa EDT
W przypadku zapachów trudno mówić o obiektywnej ocenie, czy widocznym działaniu. Mimo to dołączam La Perlę do zestawienia, bo zapach tej wody toaletowej idealnie oddaje klimat budzącej się do życia przyrody i oczekiwania na wiosnę. Większość zapachów tej włoskiej marki bieliźnianej ma podobne nuty zapachowe - także w in Rosa znajdziemy malinę, różowy pieprz, czy różę. Natomiast jest to zapach tak skomponowany, by wydobyć delikatną kwiatowość (róża wzmocniona fiołkami, a w bazie jeszcze ambrą i drzewem sandałowym), delikatność, kobiecość. Jest lekka i radosna. Bardzo wiosenny zapach :)



A jakie są Wasze typy mistrzów przedwiośnia? Czy znacie kosmetyki tak dobre, że wywróciły do góry nogami Wasze dotychczasowe rankingi osobiste i myślenie o pielęgnacji lub makijażu?

Ps. Jeszcze tylko dziś i jutro czekamy na Wasze propozycje nazw zegarków IOION. Do wygrania wybrany model zegarka o wartości ponad 130 zł. Konkurs odbywa się TU>>> Powodzenia!


9 komentarzy:

  1. Mocno zaintrygowała mnie ta baza pod makijaż :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładnie ładnie! A ja właśnie zabieram się za poszukiwania jakiejś bazy..;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bazę z Clarinsa uwielbiam:) zainteresowałaś mnie tym tuszem z PS:)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja znam to uczucie, niestety na pół dnia :(
    ta baza strasznie mnie intryguję, chcę ją ;d

    OdpowiedzUsuń
  5. nie tanio, ale zauważyłam, że te drogie kosmetyki są faktycznie bardzo wydajne, sama posiadam puder od Clinique (ok 150zł), nie dość że spełnia swą funkcję, to mam go ok roku i jeszcze się nie skończył. ;) tak więc czasem faktycznie lepiej zainwestować więcej kasy w kosmetyk, który działa faktycznie a do tego długo jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. zawsze szkoda mi pieniędzy na takie drogie produkty, jednak myślę, że chyba warto w końcu zainwestować :) krem-baza wygląda super!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten puder musi być mój, właśnie szukam czegoś sypkiego dobrze matującego ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. to cudo z clarinsa pokaż proszę na twarzy jeżeli to nie jest problem, jak nie na blogu to poproszę chociaż na maila przed i po:P bo kusisz!

    OdpowiedzUsuń
  9. Tusze z PS sa faktycznie o połowe tansze tylko trzeba poszukac po hurtowniach ;)teraz wyszła nowość i testuję i wydaje mi się , że będzie szał :D

    OdpowiedzUsuń