Blistex, czyli usta Angeliny!

Ulga, piękno, ochrona, nawilżenie - to hasła reklamowe firmy Blistex, producenta balsamów do ust, których działanie mieści się w tych kilku wymienionych epitetach. Amerykańska firma o długoletniej tradycji (jest na rynku od 66 lat!) postawiła sobie prosty cel - dbać i pielęgnować, a wszystko opierać na nauce. Nie zapominając przy tym o ochronie środowiska. To chyba jeden z wielu powodów, dla których najsłynniejsze usta Hollywood stały się niemal znakiem firmowym Blistex. Mówię oczywiście o ustach Angeliny Jolie, która niejednokrotnie w wywiadach zaznaczała, że z balsamem Blistex się nie rozstaje. Zachęcone tymi słowa przeszłyśmy do testów... Oto efekty!



Lip Brillance

Lena:
Droga może nieco dziwna, ale zacznę od produktu, który nie tylko ma dawać naszym wargom poczucie ulgi i super nawilżenia, ale nadawać im delikatnego koloru. Na plus na pewno barwa - zupełnie nieinwazyjna, subtelna i nadająca się do codziennego stosowania. Do tego filtr ochronny, czyli prócz dobrego wyglądu w pakiecie dostajemy świetną ochronę. Balsam ma słodkawy smak i zapach - bardzo przyjemny. Najbliżej chyba mu do truskawek, więc na nadchodzące ciepłe dni w sam raz. Kosmetyk delikatnie rozświetla usta. Myślę sobie, że dobrze sprawdzi się także w plecaku gimnazjalistki, która rozpoczyna eksperymenty z kosmetykami.

Lona: przyjemny nawilżacz z gatunku 'dla nastolatek' - tak okrślam zbiorczo delikatnie barwione balsamy z połyskiem, które delikatnie koloryzują nie będąc jednocześnie tak wyraziste jak szminka czy błyszczyk. Pamiętam z czasów licealnych, że od podobnych perłowych owocowych mazidełek byłam uzależniona, teraz wolę, gdy preparat nawilżający jest bazą pod kosmetyk kolorowy. Nie zmienia to faktu, że Lip Brilliance jest przyjemny z stosowaniu i ma owocowy smak.

MedPlus


Lena: Sprawa tego balsamu jest o tyle zaskakująca, ze niemal zaraz po otwarciu trafił on w ręce mego małżonka. Faktycznie można powiedzieć, ze jest to produkt całkowicie unisex. Tym razem barwa jest miodowa, a produkt posiada w swoim składzie wyciąg z jojoby. Pachnie delikatnie, troszkę medycznie, ale przyjemnie. Po nałożeniu daje poczucie ulgi i super nawilżenie. Odczuwamy także lekkie szczypanie. Balsam sprawdził się w chłodne i wietrzne dni, kiedy wargi były narażone na trudne warunki.

Lona: MedPlus mógłby śmiało zostać ogłoszony bratem bliźniakiem Carmexu klasycznego (tego w słoiczku). Ma podobny mentolowy posmak, intensywne działanie natłuszczające i superwydajność. Różnica między panami to właśnie forma - w przypadku Blistexu jest to sztyft, co chyba marce wychodzi na zdrowie (aplikujemy higienicznie i tyle preparatu aby pokryć skórę warg, nic się nie marnuje). Bardzo sie z MedPlusem polubiliśmy i mam nadzieję, że będziemy sobie długo towarzyszyć :)




Intensive

Lena: Produkt Intensive jest polecany wszystkim tym, którzy walczą ze spierzchniętymi wargami. Przyznaję, że testowałam go chyba najdłużej ze wszystkich. Jednak ulgę odczułam niemal od pierwszej aplikacji. Przyjazna i praktyczna tubka ułatwia nakładanie balsamu. Minusem jak dla mnie jest bardzo intensywny zapach ziół (mięta? eukaliptus?). Działa bardzo dobrze, można go używać także przy opryszczce, ale woń może uprzykrzać dzień.

Lona: Oj sprawdza się powiedzenie 'babie nie dogodzisz'. To, co dla Leny jest plusem, dla mnie minusem i odwrotnie :))) Zapach absolutnie mi nie przeszkadza, za to konsystencja i aplikacja - bardzo. Nie lubię tubek, taka już moja (wątpliwa) uroda. Natomiast co do działania wątpliwości nie mam - to specjalista od natłuszczania.

Conditioner

Lena: Pojemniczek zawiera w sobie 7 ml produktu. Jest bardzo wydajny i mimo, że sprawdza się na wargach, to dla mnie kłopotliwe jest nakładanie produktu palcami. To mało higieniczne i niestety przez to był na szarym końcu w użyciu. Choć przyznaję, że plusuje delikatnym zapachem. Idealnie nadaje się jako baza pod pomadkę. Możemy zapomnieć o nieestetycznie wyglądającej szmince.

Lona: To także jeden z moich faworytów. I, co dziwne, mimo konieczności nakładania preparatu palcami, co nie ejst do końca higieniczne. Po prostu słoiczek z Blistexem stoi przy moim łóżku i jest przeznaczony do użytku domowego (bo wiadomo - w domu częściej myje się ręce). Ma delikatny, nieinwazyjny zapach i smak, świetny solo, równie dobry jako baza pod kolorówkę.

Classic

Lena: Najbardziej klasyczny, jak sama nazwa wskazuje, produkt o białej barwie. To balsam, który powinien znaleźć się w torebce każdej kobiety. Albo w kurtce, płaszczu czy plecaku. Chroni, nawilża i dobrze smakuje (słodkawo). Zawiera w sobie wyciąg z aloesu i rumianku, choć nie czuć ziołowego posmaku. To zdecydowanie "must have".

Lona: Jeśli macie kupić tyko jeden Blistex, wybierzcie Classika. Dobry dla młodych i starszych, kobiet i mężczyzn, solo i pod szminkę. Ma filtr UV, witaminę E i wyciąg z aloesu. Jest nieco lżejszy niż wersje intensywne, więc świetnie sprawdzi się latem.











6 komentarzy:

  1. no, mieć usta pani Jolie to chyba marzenie każdej z nas.
    chyba się skuszę na wersję med!

    kasia

    OdpowiedzUsuń
  2. chyba i ja się skusze!pozdr i zapraszam do obserwowania i na nowy post

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja także :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :*

    OdpowiedzUsuń
  4. no to może się skuszę - mam ochotę na lekką odmianę po latach używania neutrogeny! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. no i super!!!
    ♡ ♡ ♡ ♡Z POZDROWIENIAMI:*
    OLA

    OdpowiedzUsuń