Kto nas szmaci?

Bloger nie dziwka, lodów nie robi. Bloger nie idiota, za próbki nie pracuje. Proste? Proste. A jednak z niedowierzaniem trzeba przyznać, że są jeszcze w tym kraju firmy, które jakoś nie mogą przyjąć tego do wiadomości i namolnie starają się nas ogłupić i zeszmacić. A my, no cóż, może przeszłybyśmy nad podobną próbą do porządku dziennego w imię zasad 'olej, mniejszy stres', gdyby nie fakt, że tym razem chodzi o firmę, która swoimi działaniami chce szmacić połowę urodowej blogosfery.

Jak zapewne wiecie, "Bless the Mess" jest z zasady eklektyczny, siedzimy więc trochę w stylizacjach, trochę w kosmetykach, trochę w eventach kulturalnych. Patrzymy na kilka poletek, kontaktujemy się z blogerami wsiech gatunków, a i zasady współpracy branż przeróżnych testujemy na własnych skórach. Kuriozalnych propozycji na skrzynkę mailową nadal przychodzi sporo, jednak są to głównie masówki chińskie (ja ci 10 baksów, ty mi banner, tekst sponsorowany i konkurs), bo polskie agencje i działy PR działają faktycznie dużo bardziej profesjonalnie, niż jeszcze pół roku temu. Tym bardziej zaskakuje i wkurza, gdy przedstawiciel renomowanej międzynarodowej marki chce - mówiąc wprost - wydymać blogerów przedstawiając kuriozalne propozycje. Co więcej, nie uczy się na błędach i próbuje dalej stosować beznadziejną strategię. O kim mówię? Oczywiście o firmie kosmetcznej, która parę miesięc temu wysyłała blogerkom 'koszyczki hobbita' z próbkami kosmetyków. Co wpisujemy na listę grzechów L'Occitane?

Photo: 8th day

1. Brak komunikacji z blogerem.
Od komunikacji zacznę, bo to ona stała się przyczynkiem tego tekstu. Zawsze jednostronna - pan Marcin, dumnie podpisujący się pod nazwiskiem funkcją 'public relations' i korzystający z oficjalnego maila firmy, nie zwykł odpisywać na maile, nawet te, w których do odpowiedzi jest wzywany. To doprawdy niesamowite, że można zajmować się zawodowo nawiązywaniem i utrzymywaniem relacji i nie odpowiadać na maile. Takich umiejętności, nawet jeśli nie wynosi się ich z domu, uczą pewnie na pierwszym lepszym weekendowym kursie dla pijarowców. Żeby nie być gołosłowną - ostatnią próbę kontaktu z L'Occitane podjęłam półtora tygodnia temu. Przesłałam e-mail ponawiając prośbę o odpowiedź na mail... z kwietnia tego roku. Oczywiście ani na kwietniowy, ani lipcowy mail zwrotki żadnej nie ujrzałam (uprzedzę domysły - automatów o urlopie też nie było).

2. Lipna współpraca.
Bo przecież komunikacja musi czegoś dotyczyć :) W telegraficznym skrócie: pod koniec roku 2012 ok. 50 blogerek dostaje propozycję współpracy od L'Occitane, polegającej na testowaniu i recenzowaniu nowości tej marki na swoich blogach. Od grudnia do marca zakwalifikowane dziewczyny otrzymują informacje prasowe o produktach marki oraz przeprosiny za opóźnianie się rozpoczęcia akcji (część z nich, na własną odpowiedzialność i zgubę, a w imię miłej przyszłej współpracy, publikuje info o L'Occitane na swoich fejsach i blogach). W marcu do większości z nich (bo nie wszystkich) przychodzi paczka bestsellerów marki w postaci... miniaturowego koszyczka wypełnionego produktami o pojemności 5-50 ml. Żaden z nich nie jest pełnowymiarowy. Wśród blogerek konsternacja - jak coś takiego recenzować? W efekcie powstaje kilkadziesiąt postów blogowych opisujących miniaturowość produktów i rozczarowanie współpracą.

3. Kryzys bez konsekwencji.
W efekcie 'koszyczkowej akcji' L'Occitane powstaje także wiele tekstów opisujących markę jako niegodną zaufania, wyłudzającą dane osobowe od blogerek i nakłaniające do publikacji w zamian za mętne obietnice. Wystarczy wpisać w Google frazy typu 'L'Occitane współpraca' lub 'L'Occitane recenzja blog' a wyskoczy litania tekstów. No jakby nie patrzeć, dla marki sytuacja kryzysowa. Chcieli publikacji w blogosferze, a dostali falę krytyki, prztyków, żartów, nawet porcję hejtu. Jak zareagowali? Nijak! Pan pijarowiec Marcin nie odniósł się do zarzutów, przestał odpisywać na maile. Marka L'Occitane dostała w blogosferze łatkę naciągacza i nic z tym nie zrobiono.

A oto koszyczek z próbkami. Photo: http://siouxieandthecity.blogspot.com
Na "Bless" nigdy nie zobaczyliście koszyczka z miniaturkami. Postanowiłyśmy, że nie da się rzetelnie zrecenzować takich maleństw, a propozycja jest niepoważna. Poinformowałyśmy o tym firmę pytając jednocześnie, czy zamierzają w jakiś sposób wybrnąć z niezręcznej sytuacji. Mówiąc szczerze, byłyśmy pewne, że pan Marcin stracił posadę, firma podkuliła ogon i sprawa samoistnie ucichnie. Jakieś było nasze zaskoczenie, gdy 10 lipca przyszedł od pana Marcina mail - informacja prasowa o nowościach L'Occitane. Już pomijam fakt, jak kretyńskie jest wysyłanie informacji prasowych do blogerów modowych czy urodowych, ale wysyłanie ich po kryzysie i wielomiesięcznym braku kontaktu to już szczyt! Bez słowa komentarza, bez przeprosin za robienie nas w bambuko, bez odpowiedzi na nasze wiadomości.

Czy L'Occitane, rękami i mózgiem niejakiego Marcina, naprawdę zaplanowało beznadziejną kampanię szmacącą kilkadziesiąt blogerek, a teraz udaje Greka i nadal widzi w nas stado idiotek, robiących firmie dobrze za próbkę perfum? Czas chyba najwyższy się ogarnąć, by nie skończyć jako case do tematu 'jak nie współpracować z blogerami' na branżowych konferencjach dla pijarowców.

L'Occitane, bez odbioru.

27 komentarzy:

  1. dobre podsumowanie! zrobili sobie antyreklamę i chyba im to szczerze mówiąc wisi...

    OdpowiedzUsuń
  2. Moim zdaniem problem jest czasem w tym, że mam wrażenie, że niektóre blogerki są w stanie podjąć jakąkolwiek współpracę nawet za naprawdę beznadziejne rzeczy. Firmy więc wychodzą z założenia, że skoro jedna, czy dwie skorzystały to pewnie każda będzie chętna i to z pocałowaniem ręki...

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety ja także natknęłam się na takich wyłudzaczy, chciałam opisać na blogu ale w gruncie dałam sobie spokój. Miały być próbki, produkty a tu ani tego ani kontaktu ale za to dane do wysyłki "poiszły"... w daleki świat :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja na samym początku barwnych maili od Marcina mistrza Prwego sepuku otrzymałam od LOccitane łatkę pyskatej łajzy bo od początku nie pasowały mi warunki. Aż w którymś momencie poprosiłam by nie przysyłali już maili i o dziwo do tej prośby się dostosowali. Nie żałuję niczego. No z pewnością nie koszyka próbek.

    Zbłaźnili się niestety

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze, że opisujecie takie sytuacje dzięki czemu mniej ludzi da się nabrać na takie zagrywki...

    OdpowiedzUsuń
  6. kiepska sprawa, mi trafiła się wygrana w ich konkursie (WYGRANA podkreślam) i w odpowiedzi na dane do wysyłki otrzymałam od Pani pretensjonalną informację, że życzy sobie recenzji w ciągu jednego miesiąca. A akcja na blogach z próbkami była co najmniej żenująca... zachwyt blogerów również...amen

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja również dostałam niedawno maila z informacją prasową o nowościach. Zaśmiałam się pod nosem, gdy ją przeczytałam a później zastanowiłam: czy do L'Occitane w ogóle dotarła fala krytyki i hejtu ze strony blogerek? Mam wrażenie, że firma nadal szuka naiwnych, które rozreklamują nowe produkty z nadzieją, że je otrzymają. To przykre, ale śmiem twierdzić, że znajdą się takie na pewno...

    OdpowiedzUsuń
  8. ja dostałam od nich propozycję , ale jak termin zaczął się wydłużać,a zamiast produktów wysyłali informacje prasowe to stwierdziłam , że nie będę się bawić w taką dziecinadę , a jak zobaczyłam pierwsze koszyczki to mnie śmiech opanował :) szczerze myślałam , że nie będzie recenzji nawet tych mianiaturek :) jedyne co mi się podobało to koszyczek o ;P
    strzelili sobie w kolano i tyle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Candy przyda Ci się w kwietniu na święconkę:)

      Usuń
  9. no nieładnie, ba ochydnie! genialnie to opisałaś.

    OdpowiedzUsuń
  10. Lona, uwielbiam Twoje wkurzone teksty! Za każdym razem dają do myślenia. A o aferze z L'Occitane nie słyszałam, ale też średnio jestem obeznana z blogami kosmetycznymi. Nieźle sobie strzelili w stopę :/ Wstyd, że nawet tak "renomowane" marki zatrudniają równie nieprofesjonalnych pijarowców...

    Z drugiej strony, myślę, że, niestety - smutne to bo smutne, no ale... - blogosfera będąc tak traktowaną płaci również słoną cenę za masę młodziutkich dziewczyn, które zakładają blogi tylko po to, żeby "złapać" cokolwiek. Które są gotowe wychwalać marki, bo dostały od nich firmowy długopis albo breloczek... A to formuje obraz blogosfery gotowej na wszystko w zamian za byle szajs i tracą na tym wszyscy :/

    OdpowiedzUsuń
  11. Lona, masz ode mnie mega szacun za ten tekst!
    Do mnie też napisali z prośbą o współpracę, ale ja zrezygnowałam z tej "świetnej" oferty po tym, jak 5 czy 10 osób dostało jakieś pełnowymiarowe kremiki do rąk i mydełka, a reszta nic. Wtedy się wkurzyłam i zrezygnowałam, a dosłownie parę dni potem rozsyłali te koszyczki. Śmiałam się, jak widziałam to na blogach i cieszyłam, że zrezygnowałam i nie muszę czuć się w obowiązku publikować cokolwiek na temat tych kosmetyków dla krasnali.
    I ja też dostałam lipcowego maila z informacjami prasowymi. Zbulwersowało mnie to tym bardziej, że prosiłam grzecznie w mailu z rezygnacją o usunięcie mojego adresu email z bazy danych L'Occitane... Cóż, jak widać Pan Marcin nie tylko nie odpisuje na maile. On ich chyba nawet nie czyta.
    Dla mnie ta sytuacja już jest przykładem "jak nie współpracować z blogerami". Niby głupia sprawa, ale pozostaje niesmak i nieprzyjemne skojarzenie z marką.
    A tym bardziej dziwię się dziewczynom, które pisały na swoich blogach czy facebookach, że ci, którzy się skarżą, mają za wysokie wymagania, że "POWINNI SIĘ CIESZYĆ, ŻE W OGÓLE COŚ DOSTALI" (autentyk!). Świetnie. Daj blogerce kupę w papierku, niech zrecenzuje i się cieszy, że cokolwiek dostała i robi reklamę tejże kupy na całą blogosferę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Genialne podsumowanie tematu :)

    Ja do pana Marcina wysłałam 3 wiadomości i zero kontaktu :/

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak, tak, antyrelkama straszna, nie miałam zbyt częstego kontaktu z Panem Marcinem, bo nie spodobała mi się jego postawa, właśnie to oczekiwanie na " segregacje " kto dostanie, a kto nie, dalej wszystkie maile były notorycznie usuwane, na szczęście widzę, a koszyczek mam i kosmetyki małe, ale inne, bo był to prezencik -upominek, i nie od P.M :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety sporo firm musi się jeszcze dużo nauczyć jeśli chce współpracowac z blogerami. Szkoda, że L'occitane zatrudnia takich ludzi, bo kosmetyki (np. balsamy) są fajne, pięknie pachną i dobrze się wchłaniają. Ale cóż - sami sobie tego piwa nawarzyli i jak widać są na tyle śmieszni, ze nawet nie są w stanie go wypić. Może przebudzą się na jesień? :D

    Szkoda mi tylko Waszych nerwów i nerwów reszty blogerek...

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Przeczytałem te żale a potem wpisałem w Google „l'occitane”. Pierwszy wpis z blogu jest na drugiej stronie wyników – wcześniej strony galerii handlowych.
    • http://czarownicujaco.blogspot.com/2013/05/paczuszka-loccittane-recenzja.html – a tam „śliczny koszyczek w który zapakowano produkty testowe zauroczył mnie”

    Trzecia strona wyników:
    • http://www.tosiakowo.pl/2013/06/warsztaty-zapachowe-z-loccitane.html – „Po tym spotkaniu pokochałam prawdziwą miłością dwa zapachy…”
    • http://niecierpek.blogspot.com/2013/04/loccitane-kosmetyczne-oczarowanie-czy.html – „Na marginesie, doceniam marketing marki…”

    Gogol w „Rewizorze” napisał „I z kogo się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie!”
    Odpowiadając na pytanie z tytułu: „Kto nas szmaci? Same się szmacicie!”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pawle, proponuję przeczytać cały mój tekst zamiast wyrywać z kontekstu pięć słów na potwierdzenie tezy, którą moja recenzja obala. Pisząc o marketingu miałam na myśli desgn opakowań i pomysł na kosmetyki,

      Na marginesie, doceniam marketing marki - design opakowań, czar kwiatów z Korsyki i wszechobecne masło shea kreują niezwykle pozytywne skojarzenia. Chciałabym, aby działanie samych kosmetyków potwierdzało trafność obietnic składanych przez producenta. W moim odczuciu, magia ulatnia się w momencie ujawnienia cen poszczególnych produktów i testowania ich właściwości. Zdecydowanie bardziej życzyłabym sobie odwrócenia proporcji: zamiast bajkowych kampanii reklamowych - fajerwerków w słoiczkach!

      nie zaś akcję promocyjną propagowaną wśród blogów. Trochę rzetelności...

      Usuń
  16. Byłam w podobnej a nawet gorszej sytuacji i dziękuję Ci za ten wpis! Sama chciałam ten temat poruszyć, bo do dziś nie rozumiem, po co firma pisała do mnie z prośbą o nawiązanie współpracy?! Własnie pod koniec roku 2012 dostałam maila, kosmetyki tej marki bardzo lubię, jeszcze wtedy nie wiedziałam, jak u nich wygląda PR, więc się zgodziłam. Po odpowiedzi na maila nastała cisza. Dziewczyny zaczęły otrzymywać swoje koszyczki, ja nadal nie. I tak mijały miesiące, pytałam, pisałam, echo. W końcu otrzymałam wiadomość, że mój koszyk na pewno został wysłany. Minął kolejny miesiąc, ponownie zadałam pytanie i niestety od tamtej pory odpowiedzi nie uzyskałam. A koszyczka, jak nie było tak nie ma :)

    OdpowiedzUsuń
  17. mój koszyczek z miniaturkami sobie stoi i się kurzy.. zużyć kiedyś zużyję, ale recenzji pisać nie będę!

    OdpowiedzUsuń
  18. Myślę, że to co napisałaś jest świetnym podsumowaniem całej tej sytuacji. Również otrzymałam niedawno kolejne informacje prasowe i tylko się uśmiechnęłam pod nosem, bo wiedziałam, że kolejny raz znajdą się dziewczyny, które te informacje będą szerzyć na swoich blogach naiwnie wierząc, że to właśnie dzięki temu otrzymają coś do testów. Ja wysłałam łącznie chyba 3 maile i oczywiście na żadnego odpowiedzi nie otrzymałam, ale patrząc na sposób działania pana M. jakoś mnie to nie dziwi. Zresztą zaprzestałam zawracania sobie tą sprawą głowy kiedy przeczytałam u jednej z dziewczyn na blogu odpowiedź tegoż pana na pytanie dlaczego część dziewczyn dostała pełnowymiarowe produkty (mydło i krem do rąk) część próbki (słynny koszyczek), a część nie dostała nic mimo, że ze wszystkimi nawiązano taką samą równorzędną współprace. Odpowiedz była mniej więcej taka "to my decydujemy co i kto dostanie" - wówczas mi ręce opadły i przestałam w ogóle ten temat poruszać, bo wypowiedź ta najlepiej świadczyła o stosunku pana od PR. Ja należę do osób, które kopnął wielki zaszczyt i otrzymały koszyczek. Z początku nie miałam zamiaru w ogóle wspominać nic o tych kosmetykach na blogu, ale same miniatury postanowiłam zużyć i wtedy własnie zmieniłam zdanie co do tego czy należy wypowiedzieć się na ich temat w odpowiednim poście. Totalnie abstrahując od PR tej firmy, bo o nim wówczas zostało już bardzo dużo powiedziane wyraziłam swoje zdanie na temat kosmetyków samych w sobie - ogólnie mówiąc nie podpasowały mi wcale i uważam, że ich ceny są wysoko przesadzone w stosunku do jakości, która na kolana nie powala - przynajmniej jeśli chodzi o ich rzekome bestsellery. Po tym jak odpowiedni post pojawił się na moim blogu usłyszałam, że jak mogę krytykować te produkty skoro dostałam je za darmo i powinnam się z tego cieszyć, a nie narzekać, bo przecież tego nie kupiłam. Dodatkowo padły słowa, że my, jako blogerki ogółem, jesteśmy pazerne i uważamy, że wszystko nam się należy - bo stwierdziłyśmy, że wolałybyśmy 1 pełnowymiarowy produkt niż próbki. Oczywiście ilość błota wylanego z tego powodu na takie osoby była nieziemska. Oczywiście były również takie dziewczyny, które odpierały te ataki i gorzko oceniały działania PR firmy jaki i same kosmetyki, były też takie które wyśmiewały te koszyczki, a ku mojemu zdziwieniu później na ich blogach pojawiały się istne peany na temat firmy i kosmetyków samych w sobie - co mnie śmieszyło najbardziej to to, że niektóre z dziewczyn zrobiły osobne recenzje każdej z próbek i t w taki sposób jak robią recenzje pełnowymiarowych kosmetyków. Warto zaznaczyć, że to nie były wcale jakieś mało znane blogerki ;) Także w sumie nie ma się co dziwić firmie, że w taki sposób traktuje blogerki - w końcu zależało im tylko i wyłącznie na darmowej reklamie i zwiększeniu sprzedaży, a przecież właśnie to uzyskali - wiele dziewczyn wklejało na blogi informacje prasowe i szeroko opisywały wszystko co z firmą związane w bardzo pozytywny sposób - niektóre nawet oficjalnie piętnowały inne blogerki jeśli miały zgoła inne zdanie niż one. Także pan M. stwierdził, że zawsze jakiegoś frajera, za przeproszeniem, znajdzie i nie musi wcale zajmować się całą resztą - po co kalać sobie dłonie pracą ;)
    Co do komentarza Pawła Tkaczyka - to niestety ma rację. Dopóki znajdują się dziewczyny, które zrobią dosłownie wszystko za darmową 1 ml próbeczkę własnie w taki sposób będą całą blogosferę kosmetyczną traktowały firmy, którym zależy na darmowej reklamie. Niestety nadal jest dużo dziewczyn, które tańczą jak firma zagra, a to ma wpływ na ogól postrzegania blogerów kosmetycznych.

    OdpowiedzUsuń
  19. Dokładnie... jak zobaczyłam ostatnio mail z ich nowościami (i zapewne oczekiwaniami szerokiej darmowej reklamy) to o mało co nie zeszłam na zawał ;) koszyczek dostałam ale jego recenzji pisac nie będę. Tego się nie da zrecenzowac, zresztą od zawsze mam zaznaczone u siebie, że próbek nie recenzuję. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś ma mnie w dupie i traktuje tak, jak to opisałaś, to ja zrobię to samo. Oni nas ignorują? Po fali negatywnej reklamy (w końcu na niej im zależało, prawda?) zróbmy to samo. :) Są poważne firmy i niepoważne firmiki, jak widac oni zaliczają się do tych drugich.

    OdpowiedzUsuń
  20. Mnie również to rozbroiło, bo do owego pana Marcina nadesłałam link z moimi mini recenzjami mini produktów-> bo skoro zużyłam to 3 grosze dodam, odpowiedzi brak tylko teraz zaśmiecanie poczty nowościami marki. Niech się w tyłek ugryzą;p mnie nie zachęcili do odwiedzenia sklepu, który mam w sumie nawet w moim mieście.

    OdpowiedzUsuń
  21. podziwiam że gościa nie zwolnili to co zrobił nie tylko przekreśla go jako PRowca ale w ogóle jako pracownika takiej firmy moim skromnym zdaniem to jawne działanie na niekorzyść pracodawcy

    OdpowiedzUsuń
  22. O chyba im zaproponuję współpracę!Przydałby im się doświadczony w kontaktach z blogerami PRowiec. ;) Hahaha. To pewnie jakiś praktykant-stażysta był. ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. koszyczek hobbita to była chyba ostatnia niespodzianka od L'Occitane. A mogli wziąć z 5 blogerek i dać im pełnowymiarowe - wybrane przez nie same kosmetyki. A tak niesmak pozostał :) i długo jeszcze nie minie. Wielka akcja zakończona fiaskiem.
    Dzięki za podanie źródła zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń