Najlepszy Glossybox Ever!



Cztery, a nawet pięć pełnowymiarowych produktów znalazły w tym miesiącu subskrybentki GlossyBox. A te, które zawartością pudełka pochwaliły się znajomym przyczyniły do pospolitego ruszenia na zamówienia - w ciągu kilku godzin wykupiono cały nakład tej edycji. O co tyle szału? Bo że dużo kosmetyków w pudełku to widać, ale czy warto wpadać w zakupowy amok? Przetestowałyśmy listopadowe Glossy i zgodnych chórem odpowiadamy: TAK, WARTO!

Lona testuje:
1) Tołpa, dermo body, krem-mus pod prysznic, 250 ml, pełen produkt
2) Emite Makeup, cień do powiek, 3,5g, pełen produkt
3) Olay Total Effects Duo, krem do twarzy, 50 ml, pełen produkt 
4) Schwarzkopf  Proffesional, Essensity, szampon do włosów farbowanych, 250 ml, pełen produkt
5) Balance Me, Shine On Tinted Lip Salve, 10 ml, pełen produkt
6)Katy Perry, Killer Queen, prezent od GlossyBox

49 złotych (albo i mniej, gdy się ma subskrypcję) za produkty ze zdjęć? No, trzeba przyznać że taki deal bardzo się opłaca. Ale ale nie o cenach ma być, a o działaniu. A to jest bajeczne w przypadku kilku produktów. Zacznę od najlepiej znanego - kremowy żel pod prysznic Tołpy obłędnie pachnie i ma cudownie oleistą konsystencję. Miałam już przyjemność używać go wcześniej i tym razem w całości oddam mężowi - jest to jego ulubiony kosmetyk kąpielowy (trzeba przyznać, że facet ma gust - ten produkt nie tylko myje, ale i rewelacyjnie natłuszcza skórę). Odkryciem jest też beżowo-różowy cień Emite - pięknie rozjaśnia kąciki oczu i linie pod brwiami, jest porządnie napigmentowany. Mały, a może wiele. Zaskoczeniem jest krem-serum Olay - na pierwszy rzut oka nieco toporny w nakładaniu o konsystencji ciężkiej i zupełnie 'nieserumowej' ale po kilku dniach moja cera chyba się przyzwyczaiła, a w lustrze zobaczyłam efekt bardzo porządany: delikatnie połyskującą, rozświetloną skórę, która naprawdę wygląda na wypoczętą. Na efekty długotrwałe pewnie trzeba jeszcze poczekać ale start jest obiecujący. Poczekam także na efekty działania szamponu Essensity Schwartzkopf - czy ochroni przed płowieniem mój świeżo wykonany ciemny blond? Na razie wiem tyle, że dobrze myje, nie zawiera SLES-u (jupi!) i fajnie pachnie Vibovitem!
Nie porwał mnie niestety błyszczyk Balance Me (kto produkuje takie kosmetyki w brązach???) ani perfumy Katy Perry - kompozycja szalenie... nieodkrywcza. Może jednak lepiej niechaj pani Parry śpiewa, a nie bawi się w alhemika ;)














Lena testuje:
1) Tołpa, dermo body, koncentrat modelujący sylwetkę, 200 ml, pełen produkt
2) Emite Makeup, cień do powiek, 3,5g, pełen produkt
3)Vichy, Idealia serum, 3 ml, próbka
4)Vichy, Idealia krem rozświetaljący i wygładzający, 5ml, próbka
5) Schwarzkopf  Proffesional, Essensity Szampon do włosów farbowanych, 250 ml, pełen produkt
6) Balance Me, Shine On Tinted Lip Salve, 10 ml, pełen produkt
7)Katy Perry, Killer Queen, prezent od GlossyBox

Mikołaj w tym roku przyszedł wcześniej. Na pewno za sprawą GlossyBox! Listopadowe pudełko zostało okrzyknięte najlepszym w historii już w dniu swej premiery. Świetne, sprawdzone marki. Kosmetyki, które stosujemy każdego dnia i z przyjemnością polecimy naszym przyjaciółkom czy mamom. I nowości, o których głośno na kosmetycznym "rynku". Nie potrafię powiedzieć, który z elementów pudełeczka sprawdził się u mnie najbardziej, a który to ogniwo najsłabsze. Perfumy Katy Perry mają słodki i ciężki zapach - tak jak lubię. Szampon do włosów farbowanych Schwarzkopf dobrze się sprawdza, choć konieczna jest aplikacja odżywki, która ułatwi rozczesywanie. Bardzo lubię jego zapach. Z koncentratem modelującym sylwetkę od Tołpy się nadal poznajemy, bo by poznać efekty jego działań potrzeba tygodni. Ale chwalę za gęstą konsystencję i dobre wchłanianie.No i oczywiście skład, gdzie dominują delikatne, ekologiczne składniki. Cień do powiek Emite Makeup to cacko, które rozświetli każde spojrzenie. Sprawdza się podczas dziennego makijażu, kiedy pragniemy pozbyć się zmęczenia. Jest całkiem trwały. Jeśli musiałabym wskazać najmniej przydatny produkt, to byłby to błyszczyk Balance Me. Mam pokaźną kolekcję kosmetyków do ust i na jej tle wypada słabo. Dość szybko się zjada, brakuje mu koloru. I prywatnie nie przepadam za eukaliptusowym posmakiem.  Na deser zostawiam duet Vichy. Krem rozświetlający pachnie i działa podobnie do jednego z moich ulubieńców,  którego brak na rynku - HappyDerm Loreal. Mogłabym przysiąc, że to brat bliźniak! 3 ml serum to mimo wszystko zbyt mało, by zobaczyć efekt (ponoć widzimy go po 8 dniach), ale po kilku użyciach wiem, że serum zawiera rozświetlające drobinki. Czyli efekt idealniy dla dziewcząt o pięknej cerze, które nie ukryją go pod podkładem;). Całość pudełeczka na piątkę! A nawet na piątkę z plusem.


10 komentarzy:

  1. Ja ostatnio psiknęłam się tymi perfumami Katy Perry w SP...one strasznie śmierdzą. Są ciężkie, toporne i w ogole mi się nie podobają. Lubię słodkie zapachy, ale ten jest tak mdły, że to aż boli :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie warto, ale świetne produkty!! Zaciekawił nas krem Olay!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam trochę inny zestaw, ale też uważam, że ten Glossy jest genialny! :D U mnie recenzja pojawi się na dniach, muszę jeszcze dokładnie sprawdzić odżywkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny zestaw. Krem Olay kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Katy Perry nie potrafi tworzyć ładnych zapachów, mi też się ta woń w ogóle nie podoba :P Ale ogólnie pudełko bardzo udane, lepsze niż w poprzednich miesiącach :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Faktycznie, najlepszy, ale czy będą następne? http://www.gruenderszene.de/allgemein/glossybox-ausland

    OdpowiedzUsuń
  7. ja niestety nie dostalam w moim listopadowym pudeleczku zadnych takich cudeniek :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Również jestem zadowolona z listopadowego glossy:)

    OdpowiedzUsuń