Magicy od rozswietlania [wlosy, cera, make-up]




Chciałabym zacząć jakoś tak metaforycznie, może nawet nieco poetycko. Wiecie, w końcu rozświetlanie, światło, kojarzy się wzniośle i górnolotnie. Anielsko nawet. Z iskrzeniem. Oooo iskierki, połysk, bogactwo - takie tropy. Ponieważ jednak długoterminowe wymądrzanie się nie interesuje mnie, to przejadę się po skojarzeniach jak dobry walec po świeżo wylanym aswalcie. Na gładko. I powiem prosto z mostu, dlaczego dzisiaj zmuszam Was do czytania (bo do oglądania zdjęć na pewno nie - nieskromnie powiem, że są bardzo ale to bardzo estetyczne) wyników eksperymentów na mojej twarzy poddanych kosmetykami rozświetlającymi.

Po pierwsze: zębem czasu nadgryzionam.
I potrzebuję wsparcia. Skóra nieuchronnie poddaje się prawu grawitacji dryfując w rewirach, gdzie do tej pory jej nie było. Wymaga także większej niż dotychczas porcji odżywienia. Nie wiem, czy to faktycznie przekroczenie 30 roku życia, czy może bardziej stan błogosławiony, zmieniły typ mojej cery. Adio pomidory, adio rozszerzone pory. Witajcie groźby zmarszczek i przesuszenia skóry na żuchwie (że też takie miejsce na przesuszenia w ogóle istnieje!). I tu z pomocą przychodzi nowoczesna kosmetologia. Apteczka ratunkowa zawiera dwa kremy - złuszczający z kwasami na noc Filorga Sleep&Peel (absolutna rewelacja, naprawdę odnawia skórę i sprawia, że już po kilku dniach używania pięknie się wygładza) oraz (znaleziony w listopadowym GlossyBox) Olay Total Effects Duo (krem plus serum o działaniu rozświetlającym - na początku wydawało mi się zbyt bogate w konsystencji, ale polubiliśmy się, bo naprawdę po porannej aplikacji widzę efekt wypoczętej skóry). Oczywiście oba preparaty trudno porównać, bo Filorga to najwyższa półka (kupicie m.in. w dobrych aptekach albo salonach kosmetycznych) a Olay to kosmetyk drogeryjny, ale bardzo ładnie się uzupełniają. Gdyby jeszcze do tego duetu udało mi się dobrać magika po oczy, byłoby cudownie.

Po drugie: chcę słońca we włosach!
Jakieś dwa miesiące temu postanowiłam delikatnie przyciemnić włosy, robiąc od skóry głowy kolor bliższy orzechowemu. I choć lubię ten efekt, jednak brakuje mi słonecznych pasem wokół czoła i policzków. Dlatego nie farba przyszła mi do głowy, a rozświetlający spray. Easy-Lites od Marca Anthony'ego wpadł w moje łapki przypadkowo (wcześniej używałam rozjaśniacza Johna Frieda, używało się go codziennie na odrosty i po kilkunastu dniach przejście kolorystyczne stawało się praktycznie niewidoczne, bardzo fajny to patent na zniwelowanie odrostów), a ponieważ obiecywał efekt już po pierwszym zastosowaniu, skusiłam się. I co? Efekt jest! oczywiście (i całe szczęście!) ani w 20% tak spektakularny jak u modelki na opakowaniu, ale na Boga kto chciałby mieć balejaże a la późne lata 90?! Jest delikatnie, prejścia widać w zasadzie tylko przy spiętych włosach, a cała procedura rozświetlania fryzury trwała pół godziny. Jedyny minus - rozjaśnianie polega na traktowaniu sptyskanych spray'em włosów prostownicą ok. 7 razy na każde pasemko. Mokre włosy dostają więc dużą porcję działania wysokiej temperatury. To na pewno nie jest zdrowe...

Po trzecie: a gdyby ciało połyskiwać chciało?
Kto powiedział, że brokaty są tylko na wielkie wyjścia? Balsam do ciała Royal Aquolina obala ten mit. Co prawda zamiast brokatu ma mikę i to w ilościach znacznie mniejszych niż letnie nabłyszczające olejki, jednak jest to jego ogromna zaleta: błyszczymy jak iskierka, a nie Donatella Versace na imprezie w Los Angeles. Bardzo, bardzo polubiłam też otulającą waniliowość tego balsamu. Pięć na pięć!

Po czwarte: Czego nie dośpię... to domaluję.
Jeśli mimo wszystkich zabiegów pielęgnacyjnych rano wyglądam jak po ataku klonów (bo Filip postanowił zjeść śniadanie o 4 rano) nawet 10 porcji Olay Duo na twarzy i waniliowe zapachy na ciele nie poradzą. Trzeba ukryć zmęczenie i wydobyć blask skóry. Przyda się dobry podkład (jedzie do mnie rozświetlający klasyk YSL, dam znać jak się spisuje), a także kilku innych czarodziejów. Od miesiąca każdego dnia, jako codzienny puder utrwalający, towarzyszy mi l'Oreal Magique - puder, który zdaniem producenta ma matowić i rozświetlać jednocześnie. I uwierzcie robił to przez pierwszych kilka dni. Nie wiem jak to zrobiłam, ale mam wrażenie, że wytarłam wszystkie migoczące drobiny pędzlem z powierzchni i teraz mam tylko matującą bazę. Dobry to puder, ale liczyłam na więcej blasku. Najlepiej tak naturalnego i nasyconego, jak w błyszczyku Lip Fusion (kolor Goddess). Pomijam już działanie powiększające (jest delikatne mrowienie i wygląd pełniejszych ust, potwierdzam), natomiast efekt rozświetlenia, nawilżenia i delikatnie mieniącego się złotem natualnego koloru ust jest rewelacyjny! Do zestawu makijażowego dołączam podkręcający tusz Clump Defy Max Factor - pięknie otwierający spojrzenie, podkreslający rzęsy intensywną czernią, delikatnie pogrubiający. Wystarczy jedna warstwa.

Czego mi tu brakuje? Zdecydowanie czegoś dla oczu. Nie znalazłam jeszcze ani idealnego kremu, ani korektora pod oczy (jeśli takowe posiadacie, piszcie koniecznie!), bawię się kolejnymi rozświetlaczami (ostatni hit - różowy St. Tropez Illuminator) i czekam na jeszcze lepszy puder. A jakie są Wasze poglądy na rozświetlające kosmetyki?






















7 komentarzy:

  1. też lubię TEN błysk, w oku przede wszystkim :) ale i na buźce baaaardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mocno polecam korektor Magic Concealer (Helena Rubinstein). Świetnie się rozprowadza nie naciągając przy tym delikatnej skóry wokół oczu, a przy tym bardzo długo się trzyma i świetnie tuszuje wszelkie oznaki zmęczenia. Niezbędny w mojej kosmetyczce :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdzie się kupuje LipFusion?

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny posta. Takich magików brakuje w mojej kosmetyczce.

    OdpowiedzUsuń
  5. Geniusz podoczny :-) Touche Eclat YSL ... nie znalazłam nic lepszego a testowałam wieeele.
    Pięknie rozświetla, kryje srednio ale twarz wyglada cuuudnie

    Tańszy tez doby loral z serii lumi

    OdpowiedzUsuń
  6. mam takie samo odczucie co do l'Oreal Magique - puder, na początku bardzo mocno moja twarz była rozświetlona, teraz niczego takiego nie widać, dobrze że chociaż zakupiłam go w promocji

    OdpowiedzUsuń
  7. Daj znać jak sprawuje się ten puder l'Oreal Magique. Jestem ciekawa bo też szukam czegoś nowego.

    OdpowiedzUsuń