2 miesiace pielegnacji z Bandi. A efekty...



Lubimy odkrywać kolejne polskie produkty, które nie odbiegają jakością od znanych, międzynarodowych odpowiedników. Znacie markę Bandi? To jedno z tych "trafień" i dużych zaskoczeń. Bo w nowoczesnych i praktycznych buteleczkach (uwielbiam łatwą aplikację za pomocą pompki!) kryją się specyfiki mające moc dogadzania nawet najwybredniejszym! Pierwszy krem, który wyszedł spod skrzydeł Bandi jest ode mnie o rok starszy. I co za tym idzie - wiem, że kosmetyki te to już wieloletnia tradycja, mnóstwo badan i testów. I naszego doświadczenia.





1/ Krem z kwasem migdałowym i polihydroksykwasami, 50ml/69 zł
Według zaleceń prawdziwe efekty widać po trzymiesięcznej kuracji. Co robi? Złuszcza skórę, przywraca blask, delikatnie tuszuje przebarwienia. Nanosimy go na oczyszczoną twarz i szyję, omijając okolice oczu na noc. Przyjemny zapach, lekka formuła to zalety, które odczuwamy już od pierwszego użycia. Rano nasza skóra jest gładka i przyjemna w dotyku. Wielokrotnie wśród opinii użytkowniczek pojawia się także wzmianka o pozytywnym wpływie na wypryski i niedoskonałości. Tutaj nie widzę znaczącej poprawy, ale wpływ na cerę ma również terapia hormonalna, która mocno zaburza obiektywny osąd. Kosmetyk jest bardzo wydajny i jedna buteleczka zapewne wystarczy na trzy miesiące kuracji.

2/ Krem złuszczający na noc, 50ml/38 zł
Ten gość pachnie brzoskwinią! To jeden z nielicznych kosmetyków, który nie wywołuje w mym Lubym komentarzy o nieprzyjemnych, chemicznych woniach. Ale to dopiero początek mojej dziwnej przygody. Krem ma gęstą konsystencję i jest mistrzem nawilżania. I choć jak krowie na rowie stoi - na noc, to mnie się zdarza notorycznie traktować go jako przyjaciela na dzień. Dla mnie w zimę - jak znalazł! Kwasy, które kryją się w środku są na tyle delikatne (mlekowy, jabłkowy, cytrynowy, glikolowy), że nie podrażniają skóry i współpracują z podkładem i pudrem. Dobrze się sprawdza na skórze mieszanej, która potrzebuje nawilżenia i zmatowienia jednocześnie. Równie ekonomiczny jak poprzednik.

3/ Serum intensywnie nawilżające, 30ml/56zł
Z całej mojej trójki jest najmniej zaskakującym produktem. Żelowa konsystencja szybko się wchłania nie pozostawiając na skórze śladu istnienia. Także zapachowego. Nadaje się pod makijaż, więc zgodnie z zaleceniami możemy go stosować rano i wieczorem. Liczyłam na błogosławiony wpływ na okolice oczu i ukrycie zmęczenia, sińców, ale nie dostrzegłam spektakularnej zmiany. Być może jest to zbyt delikatny produkt, jednak używam go wedle wskazówek, bo nawadnianie skóry na pewno jej nie zaszkodzi. 


Mój zestaw testowy  kosmetykow Bandi obejmował:
oraz pokaźny zstaw próbek różnych produktów (co jest ważne, bo tam znalazłam kilku ulubieńców, o których za chwilę).

Moim numerem jeden z trójki 'pełnowymiarowców' było zdecydowanie kojące serum. To kosmetyk bardzo delikatny, o świeżej, niemal płynnej konsystencji, który znakomicie rekompensuje skórze niedogodności zmywania makijażu wodą (co czynię każdego wieczoru). Skóra nie jest ściągniętaa, a pojędrniona, delikatnie odzywiona i nie przeładowana pielęgnacją tak, by mogła przyjąć dowolny, nawet bogaty krem na noc. Jedyne czego żałuję to pojemność kosmetyku, bo po niecałym miesiącu stosowania dno flakoniku jest niebezpiecznie blisko.
Niezły jest krem pod oczy, bardzo delikatny, nawilżający, idealny pod makijaż (wchłania się - jak to się u nas mawia - piernikiem(, łagodny, niepodrażniający oka. Mam z nim tylko jeden problem - nie spełnia głównej obietnicy: "rozjaśnia cienie, niweluje opuchliznę i obrzęki pod oczami". Otórz, nic z tych rzeczy. Cienie, obrzęki i wszelkie inne worki trzymają się jak dzwon i nie zmiejszają się po aplikacji nic a nic. Szkoda.
Bardzo zaskoczył mnie balsam antycellulitowy, niestety było to straszliwe rozczarowanie. Używanie go to dla mnie męka już od pierwszej aplikacji. Wszystko przez nieznośne działanie rozgrzewające (które - wbrew opisowy z opakowania - nie trwa 5 minut a dobre 15-20, skóra robi się wtedy czerwona jak rak i zwyczajcie piecze). Ponieważ jednak producent utrzymuje, że dzięki temuogrzewaniu produkt lepiej działa, jestem już przy końcu flakonu (aczkolwiek używam raz dziennie, nie mam cywilnej odwagi częściej).No i co? Cellulit nie znikł, ale odczuwam i widzę wygładzeniepowerzchni króry, szczególnie zewntrznej części ud. To przyjemne uczucie, ale nie rekompensuje pieczenia i czerwieni. Never ever!

A co warto polecić z próbek (duże były, to się wypowiem ;))? Absolutnie cudowny peeling ryżowy (podobno jest to najlepiej sprzedający się kosmetyk z całej kolekcji Bandi) oraz krem tonujący (nie BB): pięknie matuje, kryje, daje taki aksamitny film na skórze i ma piękny, naturalny odcień. Boski!





Tekst: Lena&Lona, zdjęcia : Lona
https://www.facebook.com/lenalonablog?ref=hlhttp://instagram.com/btmlenalona#

8 komentarzy:

  1. muszę spróbować :)
    pozdrawiam dziewczyny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Krem do rąk jest supertajny!
    Jak będziecie mieć jeszcze możliwość to wypróbujcie ;]

    OdpowiedzUsuń
  3. Bandi, oj dawno nie miałam ich kosmetyków w ręku od czasu kiedy jeden krem mnie uczulił :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Do tej pory miałam jedynie przyjemność stosować Krem z kwasem migdałowym i polihydroksykwasami. I była to tak duża przyjemność, że kupiłam kolejne opakowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja miałam ten z kwasem migdałowym i nie byłam za bardzo zadowolona, u mnie spowodował powstanie wyprysków, ale co się dziwić skoro w składzie ma parafinę. Inna sprawa, że też miałam wtedy wahania hormonalne, więc może krem nie był głównym winowajcą.

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja Wam polecam ich krem brązujący!
    Jest rewelacyjny.Ma drobinki mieniące, ale nie zostawia smug (nawet smarując się byle jak ), śmierdzi ale nie tak intensywnie jak te sklepowe.
    Ładnie kryje, kolor jest ładny (nie pomarańczowy). Szczególnie polecam stosować go po muśniętym już promieniami ciele.
    Upomnijcie się dziewczyny o jakąś próbkę, bo ani się obejrzymy a będzie wiosna :P a chętnie przeczytam waszą opinię na temat tego kremu.

    OdpowiedzUsuń
  7. pierwsze słyszę o tej marce. w drogerii bym się nie skusiła, bo te pudełeczka nieco kiczowate, przypominają takie bazarkowe kosmetyki :D ale skoro mówicie, że dobre, to może kiedyś wypróbuję...

    OdpowiedzUsuń