Taste of Luxury























W mojej kosmetyczce zamieszkały prawdziwe gwiazdy. Luksusowe, zadzierające nosa, spoglądające z góry na swoich kolegów z niższych półek... Hity wśród forumowiczek i blogerek na całym świecie. Trudno znaleźć negatywne opinie o ich właściwościach, zapachach, opakowaniach. Prezentują się pięknie. Zatem śmiało, niech pokażą swoje możliwości, niech zawrócą mi w głowie i pokażą, czy naprawdę warto inwestować bądź z wypiekami na twarzy otwierać prezenty, testować i.... Sprawdzę czy na pewno zachwycać!

Chanel, Poudre Universelle Libre, Puder sypki
Cóż, zacznę od minusów bo widać je na pierwszy rzut oka, a co najważniejsze - utrudnia używanie. Opakowanie kosmetyku mimo, iż wygląda ładnie jest bardzo mało funkcjonalne. Zapomnijcie o tym, że wozicie go ze sobą wszędzie, chyba, że macie pewność i będzie solidnie zabezpieczony w jednej pozycji. Puszek wewnątrz opakowania nie tylko służy do aplikacji, ale także chroni otwory, przez które wydobywamy kosmetyk. I w tym cały szkopuł. Podczas jazdy puder się może wysypywać i marnować. A szkoda. Bo teraz plusy - świetnie stapia się ze skórą nadając jej matowy, efektowny finisz. Twarz jest bardzo gładka. Przy mojej cerze, mieszanej, dobrze sprawdza się w strefie T (matuje) i nieźle w wysuszonych miejscach- nie podkreśla suchych skórek, chyba że... Użyję wyłącznie BB. To dziwne, ale w moim przypadku świetnie sprawdza się na kremie  nawilżającym i bazie, niż wyłącznie na BB. Bardzo lubię przyjemny, delikatnych zapach niewyczuwalny na twarzy. No i co również warte podkreślenia - jest na mojej buzi przez dobrych kilka godzin. Spokojnie mogę nałożyć go na twarz rano, by około 16.00 nadal czuć się komfortowo. Co pewne - będzie ze mną bardzo długo, bo jest mistrzem ekonomii! 

Lancome, DreamTone, Korygujące serum do twarzy
Powiem Wam, że początkowo źle stosowałam owego bohatera traktując jako serum na dzień, idealny pod makijaż. Okazuje się jednak, że to wynalazek, który należy stosować rano i wieczorem. Używam od około dwóch tygodni i póki co widzę, że moja buzia nie tyle nabrała piękniejszego koloru, co jest gładsza, mniej na niej wyprysków i niechcianych przyjaciół. To świetnie! Kosmetyk ma cudowną konsystencję, piękny różowawy kolor, który stapia się ze skórą. Niestety... Jak na noc jest świetny, tak na dzień nie gra ze wszystkim i kosmetykami, zwłaszcza podkładami/bazami. Najlepiej sprawdza się u mnie w wersji serum+podkład. Bez kremu nawilżającego czy bazy. W innym przypadku bardzo fluid bardzo źle się rozprowadzał, tworzyły się nieładne wałeczki. Zrezygnowałam, zminimalizowałam i nadal testuję. Faktem jest, ze cena może przyprawić o zawrót głowy (370 zł/40 ml), więc nadal czekam na spektakularny efekty.

Yves Saint Laurent Manifesto, Balsam do ciała
Jeśli macie swój ulubiony zapach perfum i doszły Was słuchy, że firma stworzyła balsam do ciała z tej samej linii, to wiem na pewno, że warto się nań skusić. Manifesto pachnie na ciele bardzo intensywnie, dobrze się wchłania i naprawdę na długo pozostaje ze mną jego woń. A jest ona niezwykle miła, choć na pewno dla fanek cięższych, bardziej wieczorowych zapachów. W kompozycji znajdzie się bergamotka, czarna porzeczka, jaśmin (uwielbiam!) i konwalia. Egzotyki i buduarowego charakteru zapachowi dodaje wanilia, drzewo sandałowe (to mój faworyt wśród tzw. nuty głębi) i cedr. Mieszanka zapachów reklamowana jest jako idealna dla pań o silnym charakterze, pewnych siebie i seksownych. No to niech tak będzie!

Smashbox Photo Op Eye Shadow Trio, kolor: Vignette 
Zacznę do tego, czego nie widać na zdjęciach. Otóż odcienie Vignette to mieszanka delikatnego, matowego różu, który może służyć jako cień bazowy, śliwkowej, intensywnej barwy i pięknego fioletu z błyszczącymi drobinkami. O dziwo... To właśnie ten rozświetlasz stał się moim ulubionym. Całością możemy stworzyć piękny, wieczorowy smoky eyes, ale w ciągu dnia wystarczy odrobina matowego różu i rozświetlenie fioletem. Wygląda pięknie, nie roluje się na powiekach, jest bardzo trwały. Cienie są bardzo kompaktowe i wydajne, można z nimi podróżować - nie boję się, że coś pęknie, pokruszy się przy transporcie. Poza tym fiolety pasują do moich tęczówek, więc kolor jest dobrany idealnie. Ciemna, śliwkowa barwa dobrze nadaje się jako liner. Polubiłam!





5 komentarzy:

  1. Z Chanel miałam tylko podkłady, pomadki, błyszczyki, cienie i róż. No i kredki. :) Pudru nie miałam, ale próbowałam w perfumerii i byłam zachwycona. Szkoda że opakowanie się nie sprawdza. :( Serum Lancome miałam, ale takich niespodzianek mi nie robiło. Zostawiłabym sobie na noc w takim razie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się bardzo kolorystyka cieni :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście kosmetyczne szychy :) Miłego testowania:)

    OdpowiedzUsuń