5 kreatywnych zastosowan kosmetyków, na które nie wpadli ich producenci.


Czy też tak macie, że gdy czasem w Wasze łapki trafi jakiś kosmetyk, zaczynacie kombinować jak go połączyć z innym albo w jaki sposób stosować, żeby wydobyć jego najlepsze właściwości? Ja uwielbiam takie nieregulaminowe kombinacje :) Oczywiście skutki są różne (ot, najczęśniej stosowanie kremów nie do tych części ciała gdzie trzeba kończy się przetłuszczeniem, rolowaniem i innymi dramatami), natomiast czasem efekt jest tak zaskakująco dobry, że aż trudno uwierzyć nieuwadze producentów, którzy sami nie wpadli na te proste patenty. Okazuje się, że kiepski korektor może być znakomitym podkładem, krem dl aniemowląt idealnym kosmetykiem do stóp dorosłych a perfumy pięknie komponują się z kremem do ciała, by nadać zapach... dłoniom. Ach zresztą... poczytajcie sami...




#1: Podkład z korektora.
Takie rzeczy tylko u dr Ireny Eris. Nie jestem fanką jej podkładów (teraz testuję ten najnowszy matująco-rozświetlający i... jak zwykle do niczego), tym bardziej zaskoczyło mnie działanie korektora. Tak, stosowany według instrukcji na opakowaniu jest oczywiście do kitu :D Za słaby, by ukryć wypryski i na dodatek znika pod podkładem. Tak mnie zirytował, że nałożyłam go zbyt dużo i zaczęłam rozcierać na całą twarz. Ach! Efekt jest naprawdę porywający! To zdecydowanie najlepszy podkład o pudrowym efekcie matującym, jaki kiedykolwiek miałam. Buzia jest gładka, niezwykle aksamitna w dotyku i nawet wygląda jak rozświetlona (czyli korektor dla młodziezy robi to, cgo nie udało się specjalnie stworzonemu do tego podkładowi, facepalm). Jest tylko jeden problem - jako podkład produkt ten wychodzi na dość drogi. Nie dość, że trzeba go kupić w zestawie z punktowym wysuszaczem wyprosków (nie pokażę, bo już wyrzuciłam, nie działał), to jeszcze samego prpoduktu jest tylko 7,5 ml. Ale powiem jedno - jeśli zastanawiacie się za produktem z półki cenowej 50 zł plus, to może jednak lepiej zainwestować w ten korektor? Dla mnie bomba na wyjazdy - malutki i nie potrzebuje pudru.



#2 i 3: Odżywczy krem do rąk z balsamu do ciała i perfum.
Za ten punkt powinnam przybrać pseudo Pomysłowy Dobromir. Bo co zrobić z balsamem, który jest drogi, naturalny i ma bardzo fajny skład, ale opakowanie jednak zbyt małe, by tak bez żalu używać go do całego ciała? Zacząć od wmasowania w dłonie. I to był strzał w dziesiątkę. Z powodu Filipa bardzo często myję dłonie, używam żeli antybakteryjnych, no i częściej sprzątam, więc dłonie są megasuche i zawsze spierzchnięte. Nie dają im rady żadne domowe kremy do rąk, więc doszło juz do tego, że smaruję dziecięcym kremem dla atopowców i oliwką. A tu nagle pojawia się on i wszystkie domowe mikstury odchodzą w niepamięć. Lekki, ale megaodżywczy. Nie klei się. Szybko się wchłania. Wyraźnie poprawia stan dłoni i czyni je bardzo aksamitnymi w dotyku. Ma tylko jedną wadę. Zapach, który choć naturalny (doceniam) nie jest do końca przyjemny. I tu z odsieczą przychodzi miniaturka Balmain Ivorie - delikatny i bardo elegancki zapach. Dodałam kroplę do kremu przed wmasowaniem i... rewelacyjnie gra z wonią kremu! Co prawda trzeba za każdym razem mieszać produkty, ale operacja jest tego warta - krem działa i pachnie obłędnie. Misja wypełniona w 100%.



#4: Krem do stóp z kremu dziecięcego na każdą pogodę.
To jest z kolei opowieść o tym, jak wykorzystać kosmetyk, którego nie lubi Twoje dziecko, a któremu kończy się termin ważności. Pat&Rub Sweet to świetna seria dla dzieci i niemowląt, jednak akurat ten krem nie przydał się Filipkowi. I chyba tez nie spodobał, bo ma wyjątkowo ciężką konsystencję. Postanowiłam więc używać go ja, ale przecież nie ma takiej siły, bym coś tak tłustego i ciężkiego nałożyła na mieszaną skórę twarzy. I nagle mnie olśniło. Ciężkie kremy są idealne do stóp. A ten ma skład naprawdę znakomity, głównie z naturalnymi olejami i cynkiem (który dla dzieci miał być naturalnym filtrem przeciwsłonecznym, dla stóp będzie substancją antybakteryjną). Jest znakomitą alternatywą dla mojego ulubionego Douglasa.



#5 Farbka do bardzo jasnych brwi z cienia do powiek.
Patent prosty i na pewno tez go stosujecie - luki między włoskami można wypełniać nie tylko kredkami i farbkami, ale też cieniami do powiek. Chciałam jednak zwrócić uwagę akurat na kolor tease z paletki Naked2 Urban Decay (jak widać moja jest mocno wysłużona), bo jest to znakomity odcień dla jasnych blondynek - bez ani jednej rudawej uty, bez błyszczących drobinek (a tego byśmy się po tej palecie nie spodziewali) i od razu w pakiecie z pędzelkiem, którego twardsza strona jest bardzo użyteczna przy malowaniu brwi. Jednym zdaniem - jak się ma paletkę Naked2, to tak jakby w pakiecie dostać cień do brwi i jeszcze pędzel do jego nakładania. Ekonomia na pięć!

A na deser filmik, gdzie można uważniej przyjrzeć się proponowanym kosmetykom. Miłego oglądania i zachęcamy do dzielenia się własnymi patentami na nieszablonowe zastosowanie kosmetykow.


Tekst, foto, video: Lona
https://www.facebook.com/lenalonablog?ref=hlhttp://instagram.com/btmlenalona#

11 komentarzy:

  1. Ja bym nie wpadła, żeby nałożyć korektor na całą twarz. zwykle są przecież nazbyt kryjące!

    OdpowiedzUsuń
  2. też pisałam wpis o zastosowaniu kosmetyków niezbyt zgodnie z ich przeznaczeniem, tylko dałam trochę więcej propozycji (np. super opcja to wykorzystanie badziewnego szamponu do golenia nóg). mam jedną wątpliwość co do twojego używania korektora... przecież korektora nie daje się pod podkład, tylko na niego, bo logiczne, że jak dasz pod to nakładając kolejny kosmetyk tylko rozetrzesz ten poprzedni i nici z jego działania :D może jeśli w ten sposoób użyjesz tego z under twenty, to się sprawdzi? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! No musze się nie zgodzić - podstawowe miejsce korektora jest pod podkładem :)
      Na podkład nakłada się zazwyczaj tylko na te najbardzije oporne zmieny, których nie da się mniej zauważalnie zamakować (typu pryszcze). Ja używam korektora głównie na przebarwienia posłoneczne i tu kompletnie under20 jest do niczego. Zresztą... na podkład też próbowałam raz i niczego nie zdziałał. Natomiast solo jest po prostu rewelacyjny! absolutny magik na twarzy, wyjątkowo ładny, wcale nie płaski mat!

      Usuń
    2. tego nie próbowałam, więc się już nie sprzeczam :D natomiast polecam bardzo paletkę korektorów z Wibo - 4in1, dla mnie idealny kosmetyk. ja korektora używam właśnie tylko na bardziej widoczne zmiany, jak np. cienie pod oczami (moja zmora niezależnie od tego czy się wyśpię czy nie) albo naczynka, ewentualnie właśnie wypryski, więc właśnie zawsze daję go na podkład, na to puder i voila! no i właśnie ten z Wibo sprawdza się tu perfekcyjnie ;)

      Usuń
  3. U mnie jak się krem nie sprawdza na twarzy to stosuję go do rąk czy pięt, albo na ciało. cienie na brwi też często stosuję, czasami na policzki, pomadki też czasem użyję jako różu. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też używam cienia do powiek zamiast specjalnych kosmetyków do malowania brwi; tyle, że ja mam matowy brąz Miss Sporty. Z powiek osypywał się natychmiast, na brwiach gra. Kosmetyki dla niemowląt, uważam, są świetne dla dorosłych nawet stosowane zgodnie z przeznaczeniem - kremy ochronne do twarzy świetnie nawilżają, nie podrażniają, a skóra jest gładsza i bardziej "nakarmiona" niż po kremach dla dorosłych. Oliwka to kosmetyk niezbędny, właściwie do wszystkiego : można nią zmywać makijaż [pierwszy etap oczyszczania], nawilżyć całe ciało/paznokcie/ brwi i rzęsy/usta. I zapach świetny, szczególnie "Bedtime" Johnson&Johnson lub wszelkie wersje w żelu. Kiedy tego używam, koledzy zawsze pytają, czym pachnę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też używam cieni do malowania brwi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też! piekne foteczki!

      Usuń
  6. Zawsze jeszcze można użyć szamponu do prania bielizny i innych delikatnych rzeczy, odżywki do golenia nóg lub mycia wanny a kremów wszelakich do stóp ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny post! :D Uwielbiam takie patenty.

    OdpowiedzUsuń
  8. cienia do brwi zawsze używałam ;) tylko ciemniejszego dużo, mimo że jestem blondynką- bo mam naturalnie ciemne brwi. i tak mi nikt nie wierzy, że mam naturalny kolor włosów, to luzik :)



    P.s. nie przyszło mi nigdy do głowy używac korektora... na podkład ;)

    OdpowiedzUsuń